Co mnie kręci – Fotografia

Zainteresowań wiele, dlaczego więc zacząłem od fotografii? Myślę, że ten wpis będzie odpowiedzią nie tylko dla Was, ale przede wszystkim dla mnie :)

Ostatnio ktoś zapytał mnie, jak zaczęła się moja przygoda z fotografią i kiedy. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nie potrafię udzielić na nie odpowiedzi. Ojciec kiedyś fotografował, ale mocno amatorsko, bawił się nawet w samodzielne wywoływanie klisz i robienie odbitek. Jednak było to daaaaawno temu i zdecydowanie nie w czasach gdy byłem na tyle świadom, iż mógłbym czerpać jakiekolwiek wzorce. Cały sprzęt z domowej ciemni, podczas wyprowadzki z Łodzi, trafił na śmietnik, bo „już się nie przyda”. W domu leżały 3 stare aparaty, z czego jeden sprawy. Żadne rewelacje, ot kliszowce w pełnym manualu. Żadnej pomocy ze strony automatyki :) Podejście do takiego fotografowania miałem jedno, jakoś w wieku 6-7 lat i zakończyło się cała prześwietloną kliszą :D Wszystkie zdjęcia były totalnie białe (wyglądały dokładnie tak). Nie wiem, czy to wina aparatu (kurwa mać, statystycznie choć jedno powinno wyjść zdatne :D), wina osoby wywołującej klisze, czy faktycznie byłem fotograficznym debilem.

1

Ojciec nie dodał mi otuchy, nie pocieszył, jedyne co usłyszałem, to: „Tak bywa”. Zero rad na przyszłość, wyjaśnienia co mogłem zrobić źle. W sumie jedyny parametr jaki wtedy znałem i rozumiałem, to było ISO. Wiedziałem, że jest coś takiego jak przysłona oraz czas naświetlania, ale po co to komu? :D Co do ojca i kwestii wsparcia oraz motywacji… wrócimy do tego.

Kolejna samodzielna przygoda z kliszą była jakoś rok/dwa lata później. Wyjazd do Biskupina. Już wtedy ciekawiło mnie dokumentowanie tego co widzę. Niestety w mych rękach był typowy „debilek” gdzie wszystko działo się z automatu, włącznie z lampą, która błyskała zawsze oraz uniwersalnym, wbudowanym, obiektywem, który nie wiadomo jakie miał parametry. W sumie nic nie było wiadomo. Jedyna pewna to klisza o wybranym przez nas ISO. Podsumujmy, brak wiedzy o kompozycji, brak wiedzy o technice wykonywania zdjęć i aparat, którym teraz miałbym problem coś wyczarować. Zdjęcia były nudne do porzygu, choć mnie ciekawiły, w przeciwieństwie do typowych domowo albumowych zdjęć rodzinnych, gdzie każdy stoi nienaturalnie, często w ostrym świetle i mruży oczy na tle w sumie chuj wie czego. Kolejna pamiątka do nudnego albumu ;) Moje zdjęcia też trafiły do domowego zbioru, jednak tylko ja byłem z nich zadowolony… już wtedy byłem niezrozumianym artystą :D
5

Od tamtej pory trzymałem aparat raczej przy okazji, gdy ktoś poprosił o zrobienie zdjęcia. Literatury nie czytałem, eksperymentowałem i widziałem, że jest to dobre ;) Co jakiś czas, ktoś rzucił, że nieźle to wyszło. Nie ładnie zrobiłeś, przyłożyłeś się, tylko nieźle Ci wyszło. W związku, że coraz lepiej wychodziło, to coraz częściej robiłem za rodzinnego fotografa,  nadal wszystko w automacie. Jednak nie było możliwości, wsparcia i innych takich, które pchnęły by mnie mocniej w świat fotografii. Lubiłem pstrykać, sprawiało mi to przyjemność, ale było to pstrykanie.

O Pierwszym świadomym fotografowaniu mogę powiedzieć, gdy pojawił się aparat w komórce. Miałem swój własny aparat, którym mogłem się bawić, eksperymentować, poznawać jego mocne i słabe strony by potem je wykorzystać. Cyfrowe zdjęcia też nic nie kosztowały, a więc hulaj dusza :) Idealne warunki dla samouka. Wtedy dowiedziałem się, że im większe ISO tym większe „szumy”, w końcu ogarnąłem głębie ostrości oraz czas naświetlania. A to wszystko przy zdjęciach 0,3 MPx! Szaleństwo. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i gdy pojawiła się Nokia N95 zabawa zaczęła się na całego. Dlatego tak bliska jest mi fotografia mobilna i wiedza, że zdjęcie robi fotograf, nie aparat. Zaczęcie tej przygody od dupy strony rozbudziło we mnie ciekawość, która trwa do dziś, choć w obecnej formie z pewnymi przerwami.
14408804_10212177887146780_2127534956_n

Nadszedł moment, w którym miałem świadomość ograniczeń jakie niesie fotografia mobilna, zwłaszcza w tamtym okresie. Jeżeli chciałem nauczyć się czegoś nowego, pójść dalej, nie tylko improwizować, należało zainwestować w coś co daje mi pełną kontrolę nad parametrami, tak bym mógł obserwować jak moje działania wpływają na rejestrowany obraz. Stałem się posiadaczem  Samsunga GX-1S, który nie był niczym innym jak przebrandowanym Pentaxem *ist DS2 (taka ciekawostka).

Zaczęło się odkrywanie wszystkiego na nowo, baaa, czułem się jakbym znów raczkował. Zdjęcia nie wyglądały jak te na okładkach magazynów mody. Okazało się, że jednak jakość sprzętu ma znaczenie, a cała magia tak naprawdę kryje się we właściwym oświetleniu. Niby banał, coś o czym wiedziałem od początku, ale tutaj przekonywałem się o tym dotkliwie na każdym kroku. Zaliczyłem kitowym obiektywem kilka meczów Widzewa (czułem się mocno zawstydzony gdy stawałem obok profesjonalistów z tymi ich armatami) – nauka z tego była taka, że oprócz sprzętu liczy się oko, wyczucie chwili o ogrom szczęścia :D Później pojawiły się dwa śluby… to było piekło. Od tamtej pory wiem, czemu porządne i profesjonalne zdjęcia muszą tyle kosztować.

Fakt faktem nie osiągnąłem maksimum jakie dawał mi ten sprzęt ale ubzdurałem sobie, że zmiana by mi dobrze zrobiła. Sprzedałem całość mając zamiar kupić coś bardziej pro. Niestety życiowe zawirowania pokrzyżowały te plany na jakieś 5 lat. Po takiej przerwie nie miałem głowy do tego by wracać… a jednak stało się :)
3
To zabawne, bo w sumie nie mam pojęcia jak i czemu. Zrobiłem „risercz”, skoro budżet był niewielki, a sprzęt miał być uniwersalny i na lata, wybór nie był oczywisty. Wiedziałem, że poluję na coś z półki profesjonalnej, sprzęt może być stary i mocno używany, bo takie sprzęty i tak pracują latami. Natomiast parametry musiały być na tyle wysokie bym nie czuł się hamowany przez jego możłiwości. Miłość do Pentaxa odeszła na bok, bo choć kusił ceną body jak i obiektywów, to jednak nie miał w ofercie „pełnej klatki”. Stałem się szczęśliwym posiadaczem Canona 5D z Tamronem 28-105mm f/3.5-4. Skromnie, to i tak ten 10 letni aparat stał się takim małym spełnieniem marzeń. Mam go rok i dopiero wczoraj poznałem go w pełni. Wiem co mnie ogranicza, co muszę poprawić i dalej rozwijać. Darmowych sesji mam zaplanowanych do końca roku, więc czas na ostatnie wprawki jest, a teraz pora zaopatrzyć lepiej studio i zmienić obiektyw… tak dorobiłem się swojego studia :D Kolejny krok na przód.

Ale ale! Ja tu gadu gadu o historii mojego fotografowania, a co mnie tak naprawdę przy nim trzyma? Co lubię fotografować, co mi daje fotografowanie? Oczywiście ojciec zapytał czy idzie z tego wyżyć, więc nie, na razie nie idzie. Pieniądze nie były motorem napędowym w tym przypadku.

4
Zacznijmy od tego co widać powyżej, portrety. Moja ulubiona część świata fotografii.
Dlaczego? Do niedawna uważałem, że po prostu lubię utrwalać emocje, później okazało się, że doskonale widać czyjąś przeszłość i teraźniejszość. Portret oddaje co nam w duszy gra. Kolejnym odkryciem było, że lubię tą przemianę przed obiektywem, gdy ludzie zaczynają czuć się swobodnie, dobrze z samymi sobą. Akceptują się w pełni i poddają mojej wizji. I to jest przed ostatnie odkrycie. Fotografując ich uwieczniam siebie. Swoje spojrzenie na otaczający świat. Myślałem, że fotografia pochłonęła mnie tak mocno bo mogę pokazywać to co widzę i jak to widzę. To nie do końca prawda. Fotografia pochłonęła mnie bo mogę kreować świat i dzielić się tą kreacją z innymi. Mogę wywoływać w nich emocje, skłaniać do refleksji, nakłonić ich do wcielania się w różne role, odkrywania samych siebie na nowo. Po prostu to kocham :)

Nadal szukam swojego stylu, czegoś co mnie wyróżni. Eksperymentuję. I choć czuję, że jestem coraz bliżej, to wiem ile jeszcze przede mną.

P.s.
W życiu fotografa amatora przychodzi taki moment, że ściera się dość mocno z postrzeganiem go przez innych. Skoro ma lustrzankę, to zdjęcia na bank zawsze wychodzą, więc niech robi zdjęcia! Idealna okazja do frustracji i zawodów ;) Są sytuacje, w których po prostu lepiej wyciągnąć telefon i jebnąć ordynarnie fleszem. Liczy się moment, uwiecznienie chwili, nie wartość artystyczna zdjęcia. Tutaj idealnie sprawdzą się wszystkie automatyzacje i programowe ulepszacze dostępne w telefonach. Niech przykładem będą wystąpienia artystyczne na ciemnych salach lub kościoły. Fizyki nie oszukasz.

 

 

blog2