Czemu zbrzydło mi pisanie

Przy zapowiedzi poprzedniego wpisu na fb użyłem sformułowania, że szczerze jak za czasów bloga na Onecie. I faktycznie poprzedni wpis (tutaj) był tak szczery i od serca jak to tylko możliwe.

 

A skąd ten Onet?

Tam zacząłem swoją przygodę z blogowaniem i bardzo miło ją wspominam. W związku z tym, że najlepiej piszę mi się pod wpływem emocji, a emocji wtedy nie brakowało, to pisałem często. Zawsze mocno, dosadnie, z głębi siebie, autentycznie. Kiedyś bycie autentycznym charakteryzowało blogi. Bycie blogerem nie było powodem do wstydu, w sumie chyba nie było takiego pojęcia Na pytanie co robisz była odpowiedź „aaaa wiesz, trochę bloguję”. Nikt nie myślał o promkach, darach losu, czy robieniu na tym hajsu. Ot pamiętniczki wyszły z szuflad i trafiły do internetu. Pamiętnik nie odpowie, nie zwróci na coś uwagi. Miło jest, gdy znajdzie się ktoś kto myśli podobnie do nas, przeszedł to samo co my lub nam po prostu po ludzku kibicuje. Dzisiaj autentyczne blogi stanowią nic nie znaczącą mniejszość. Ok, wskażecie na bank kilka takich, które mają po kilkanaście tysięcy unikalnych wejść miesięcznie. Jednak w porównaniu z topem najbardziej poczytnych oraz kreujących opinię, totalnie nic nie znaczą.

 

Więc kiedy to się tak popierdoliło?

Tak jak w marketingu mamy erę przed fb i po fb, tak na naszym lokalnym, blogowym, podwórku mamy czas przed Kominkiem i po. Przyszedł Kominek i chcąc wszystko uprościć, wszystko skomplikował. Oczywiście, to żart. Wcześniej, czy później doszlibyśmy do etapu influencerów. Internet stał się chlebem powszednim, to czemu by się na nim nie wybić, czy nie zarabiać? Akurat tak wyszło, że to Kominek jako pierwszy dał nam przykład jak zarabiać mamy. W każdej branży, w której pojawia się hajs zlatuje się ogrom osób, które węszą łatwy piniąndz. W końcu, co jest skomplikowanego w pisaniu? Stukasz w klawiaturę, a konto samo zapełnia się cyferkami. Niestety nie…

 

Za to… 

Pojawiło się wiele zazdrości, zawiści, naciągactwa. Co roku powstają nowe rankingi, zestawienia, porównania. Branża zamiast się otwierać, jeszcze bardziej się zamyka. Poziom wzajemnego lizania się po jajach sięga zenitu. Autentycznie tym rzygam i spokojnie mógłbym dodać punkt do listy rzeczy wywołujących ból dupy (tutaj).  Choć w sumie nie… niczego tu nie zazdroszczę… ot chciałbym dożyć czasów gdzie będę mógł podesłać adres bloga bez poczucia wstydu i komentarzy „o własna domena?!”, „no no taki profesjonalista?”, „coś zarabiasz na tym?”.

 

Hmm o czym to…

Jakoś tak odeszło mi się od głównego tematu, a raczej tytułu tego wpisu. Są dni gdzie dzieje się tak wiele, że nie ma kiedy tego spisać, a gdy emocje opadną, to już całość nie robi wrażenia. Czasami nie ma o czym. Ale to takie standardowe powody ciszy na łączach. Są czasem krótsze, czasem dłuższe. Jednak ostatni mega długi przestój spowodowany jest tym co opisałem wyżej, dlatego chciałbym wrócić do autentycznego i szczerego pisania. Pisania o sobie, o emocjach, o tym jak sobie z nimi radzę lub nie radzę. Trudno, że będzie się gryzło z wiedzą, którą chciałbym od czasu przekazać. Jakoś ten marketing będzie musiał się dogadać z tym… a tfuu „lajfstajlem”.

 

 

blog2