Dupy (mały) ból

Żyję wg bardzo prostych zasad. Jedną z nich jest nie wpierdalać się do cudzego życia. Nie interesuje mnie kto z kim sypia, kto co wyznaje, kto z kim mieszka, za jaką partię wskoczył by w ogień. Oczywiście pod warunkiem, że to dobry człowiek i nikomu krzywdy nie robi, a żyjąc po swojemu, mając odmienne zdanie, zdecydowanie nikogo nie krzywdzi. Dzięki, temu żyje mi się spokojnie, nie wkurwiam się co krok i mam sporo czasu by żyć swoim życiem ;)

Są jednak sytuacje, które przyprawiają mnie o delikatniusi, tyci tyciuni ból dupska! Mam tu na myśli osoby oderwane od rzeczywistości, żyjące w swoim odrealnionym świecie. Cieszę się ich szczęściem, gratuluję, że doszły do tego ciężką pracą, fartem lub majątkiem rodziców… chuja, tego ostatniego akurat nie gratuluję (to też mnie wkurwia). Myślę, że mogę podzielić je na poniższe grupy, gdyż najczęściej z takowymi mam kontakt.

 

Utalentowany fotograf

Najczęściej do rozpoznania po fp na fb z dopiskiem „photography”. Jednak nie chodzi o tych, którzy kupili sprzęt i nie potrafią ostrego zdjęcia zrobić. Najwybitniejszy pstrykają nieostre foty nawet w studiu… hit… a i tak laski walą do nich drzwiami i oknami by popozować. Nie ogarniam.
Mam na myśli, tych którzy po prostu robią poprawne zdjęcia i do tego za hajs rodziców nakupili sprzętu o wartości 30 000 zł. W ich pracach nie ma polotu, inwencji, eksperymentów, ot np. portret w parku, bez żadnych wodotrysków. Tak się do tego składa, że pro sprzęt foto prawidłowo używany dodaje pewnych smaczków do końcowego efektu. Te zdjęcia się po prostu podobają, bo są najzwyczajniej w świecie dobre. Więc gdzie tu miejsce na tyci malutusi mikro ból dupska?  Gdy jestem z takimi ludźmi porównywany… Ktoś ogląda moje zdjęcia i nagle mówi „ej mój kumpel/znajoma też robi zdjęcia, co o nich sądzisz?/na pewno Ci się spodobają”. Od słowa do słowa zaczynam się wkurwiać. Po tym jak eks luba pokazała na takiej zasadzie zdjęcia swojego byłego, na których dumnie pozowała, nie sięgnąłem po aparat przez trzy miesiące, tak mnie chuj strzelił. Każde moje zdjęcie, z którego jestem zadowolony, jest okupione dużym samozaparciem, eksperymentowaniem i ogromną ilości improwizacji! Niestety nie mogę chwilowo pozwolić sobie na sprzęt, który jest mi potrzebny (o takim, który mi się marzy nie wspomnę). Dlatego pojawia się szukanie zamienników, śledzenie giełd używanego sprzętu, tworzenie własnoręcznie zamienników. Owszem jest to przygoda i duma większa, jednak nikt nie traktuję Cię poważnie. Udało mi się załatwić dojście do studia w dobrej cenie. Bez wypasu i tony sprzętu, ale jest klimat oraz niezbędne elementy. W sumie nie udało mi się nikomu tam zrobić do tej pory zdjęć. Czemu? Może jestem za skromny? Może powinienem budować swój wizerunek hiper fotografa? Niestety przyzwoitość mi na to nie pozwala. Szkoda, że znajomym nie chcę się ruszyć dupy i posiedzieć na stołeczku. O więcej nie proszę ;)

Taka ciekawostka, najlepsze akty jakie zrobiłem były doświetlane lampką z IKEI…

 

Możesz wszystko! Wystarczy, że zechcesz!

„Zwiedziłem pół Europy autostopem! Rzuć wszystko i realizuj marzenia! Pojechałem bez przygotowań na pół roku do innego kraju, to dopiero przygoda!”. Wszystko pięknie i ładnie ale gdyby nie Twoje „plecy”, w chuj dobrze płatna praca lub hajs od rodziców, a najczęściej jedno i drugie, to mógłbyś podróżować palcem po mapie lub z domu do pośredniaka. Nie sztuka wyruszyć nieprzygotowanym i na miejscu znaleźć się z palcem w dupie. Drugi wariant nie sztuka wyruszyć ale sztuka mieć do czego wrócić. Mało która praca pozwala na takie „wybryki” jak rzucenie wszystkiego w chuj i „realizowanie siebie”. Niestety, takie mamy realia. To samo ludzie co to od tak wyruszają sobie na miesiąc, góra trzy, do Japonii. Boli mnie to tym bardziej, że chciałbym tam pojechać, a wiem jak nie łatwe to będzie zadanie. A oni? Mamy trochę wolnego to jedziemy! Nie, nie jesteśmy bogatymi dzieciakami! Przecież każdy tak może. A no kurwa nie…

 

Zobaczcie jak ciężko walczę.

Trzecia i ostatnia grupa, choć wkurwia mnie jednakowo mocno jak poprzednie. Zdarza mi się wspominać o tym jak każdy sukces był okupiony walką. Autentycznie nic nie przyszło mi łatwo, nawet przepuklina, musiałem dobrze zapierdalać by się jej nabawić… Do tego zapierdalałem pod okiem trenera, za ciężko zapracowany hajs. A czemu musiałem akurat tak? Niestety życie nie jest sprawiedliwe i spora część ludzi może ćwiczyć jedynie 30 minut by wyzerować kaloryczny bilans całego dnia. Ja muszę ćwiczyć cały dzień by spalić to co zeżarłem w 30 minut. Wracając jednak do trzeciej grupy. Widzę posty, zdjęcia, cytaty motywacyjne, chwalenie się coraz lepszymi wynikami w walce z kilogramami. Wszyscy gratulują, łzy, cały autobus bije brawo, kierowca płacze Takie emocje! A wyżej i niżej posty jak to super są te fit posiłki firmy X. Dokładnie te posiłki gdzie dostaje się rano zapas szamy na cały dzień i kosztuje nas to bagatela 1200 zł miesięcznie. Do tego trener nawet dwa razy w tygodniu, zwiększa kwotę miesięczną o 500 zł no i jakiś karnet na siłownię, niech będzie 100zł. 1800 zł co miesiąc na walkę z samym sobą? Czujesz się bohaterem? Bohaterem jest dla mnie koleś/laska, co wstaje dużo wcześniej przed robotą i idzie nabijać kilosy do parku, bo nie stać go na trenera, kompleksowe wyżywienie, musi wszystko gotować po pracy i to na kolejne dni bo wychodzi taniej i zajmuje mniej czasu. Więcej zajmować nie może bo dbanie o siebie pozbawiło go/ją czasu wolnego.  Oczywiście możliwe, że osoba ze wspomnianej grupy nie wydaje na to ani grosza, w końcu można obciągać za posiłki, a po odjęciu od ogólnego bilansu, spożytego białka, wyjdą one jeszcze taniej.

Uff… trochę mi lżej. Wiadomo, nie można kumulować w sobie negatywnych emocji;) A co Ciebie przyprawia o nic nie znaczący ból dupy?

blog2
  • Anna Pawlicka

    Wstawanie przed pracą, kiedy jeszcze ciemno na zawnątrz, żeby poćwiczyć, czy przygotowywanie posiłków na kilka dni z góry, a w tym czasie znajomi chwalący się nowym dostawcą jedzenia czy osobistym trenerem, który bierze $300 za godzinę – znam ten ból aż za dobrze. Szlag człowieka trafia.

    • a już się bałem, że nie zostanę zrozumiany. chlip chlip łezka się w oku kręci, że są inni, którzy myślą tak samo