StartUpami kraj (nie) stoi

akademickie inkubatory przedsiębiorczości

Wczoraj miałem przyjemność być na pierwszym StartUp Mixerze. Choć odbywają się dość regularnie, to jednak wcześniej nie było okazji. Za cała inicjatywą stoi akademicki inkubator przedsiębiorczości. Skoro już przy nim jesteśmy, to nie bardzo widzę powód korzystania z usług takich organizacji. Tym bardziej po tym, co widziałem.

Zacznę od tego, że całość oceniam na plus. Wiadomo, w jednym miejscu same osoby zainteresowane rozwojem, innowacją, zmienianiem otaczającego nas świata. Doskonałe miejsce do inspiracji, jak i nawiązania kontaktów, które mają szanse zaprocentować. Pojawiają się prelegenci, osoby które już osiągnęły sukces. Są doskonałym źródłem wiedzy.

W Łodzi, z tego co kojarzę, to jedyna tego typu impreza, więc z jednej strony nie za często można czerpać korzyści i wiedzę, z drugiej strony, w całej Polsce jest pełno innych inicjatyw. Pojawiło się sporo dobrej literatury. Ogólnie, choć mamy braki, trzecim światem nie jesteśmy. Dlatego tak bardzo byłem zdziwiony tym co zobaczyłem w drugiej części, przeznaczonej dla biznesów rozwijających się pod skrzydłami inkubatora. Łódź nie jest rajem, nie jest siedzibą największych firm ale skoro już ktoś się bierze za pomaganie młodszym doświadczeniem i bierze za to hajs, to powinien robić to dobrze.

Na 4 prezentacje nie było żadnej dobrej. Były dwie nie powodujące odruchu wymiotnego. Trochę słabo.

Życie to marketing

Całe życie jesteśmy sprzedawcami, czy tego chcemy, czy nie. Produktem jesteśmy my sami. Czemu ludzie jako znajomych mają wybrać nas? Czy to my zdobędziemy pracę, czy dostaniemy podwyżkę? Czy ta dziewczyna/chłopak zainteresuje się mną? W każdej z tych sytuacji wpierw następuje przedstawienie produktu, potem negocjacje, a na koniec finalizacja. Owszem, jest to spore uproszczenie. Brakuje np. analizy potrzeb. I w przypadku tych prezentacji też jej brakło, nawet podwójnie. To co wyróżnia dobrego sprzedawcę, od tego słabego, to wiedza na temat tego czego oczekuje druga strona. W przypadku biznesu, czego oczekują klienci, gdy mowa o prezentacji, co chcą usłyszeć słuchacze.

Jest to temat tak często maglowany w książkach, wywiadach, artykułach, na szkoleniach, że jego nieznajomość powinna być surowo karana! Nawet niedawno, jak pisałem o błędach popełnianych przez osoby chcące wystartować z własnym biznesem, byłem przekonany, że poruszam oczywistą oczywistość. Widać tak nie jest. Trzeba edukować i tworzyć wpisy o tym jak zaciekawić słuchaczy swoją historią, jak zarazić ich pasją. Teraz jednak tym się nie zajmiemy. Wrócimy do inkubatora. Zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że tak organizacja bierze kasę i nie uczy podstaw? Przecież budowanie własnego wizerunku, wizerunku firmy, w dzisiejszym świecie jest podstawą. Jeżeli widownia nas nie „kupi”, mamy marne szansę, że kupi produkt. Jak można wziąć coś od osoby, której nie ufamy?

Drugi grzech, to czy ktoś tym ludziom mówił, że ich pomysły są nierealne? Ktoś wspominał o zagrożeniach? Przecież skoro inkubator służy doradztwem, to takowe analizy powinny być robione. Zwłaszcza gdy ktoś chce na całym świecie otworzyć sieć coachingową, a do tego ma tak specyficzny target. Przecież to pożre setki tysięcy złotych, a i tak efekty… raczej efektów nie będzie. Wystarczyło zbierać doświadczenia, podróżować, gromadzić wiedzę, szkolić się i zostać znanym trenerem. Potem sami szkolimy i już mamy nieoficjalną sieć. Czemu trzeba tak sobie wszystko komplikować? Prostota, głupcze!

Podsumowując. Gromadźcie kontakty, uczestniczcie w takich wydarzeniach, wymieniajcie się doświadczeniami, ale nie płaćcie ludziom, których jedynym osiągnięciem było założenie inkubatora… który po prostu jest.

Powodzenia i do zobaczenia na samym szczycie.

 

blog2