Powroty

Cały czas pisałem i mówiłem jak, to brakuje mi czasów blogowania na Onecie. Głównie dla siebie, trochę dla innych. Bez napinki, by zrzucić ciężar z barków, dać odpocząć głowie i złapać dystans. Czemu mimo to do tego nie wróciłem? Nie mam zielonego pojęcia.

Pora wrócić do starego sposobu pisania, głęboko z serca, prosto z wątroby, gdzieś spomiędzy nerek :)

Ostatni tydzień, to jakiś totalny wylew szamba. Im więcej walczę, tym bardziej życie mówi hola hola, może kilka bitew wygrałeś, ale ta wojna należy do mnie. W sumie ma rację, na koniec i tak umrzemy. Jakby od tego nie próbować uciec, zapomnieć, unikać, nie dopuszczać do siebie, to jedyne co możemy zrobić to zaakceptować. Trochę o przemijaniu będzie, ale nie tak klasycznie, że stary jestem i w ogóle już pora się pakować. Choć ostatnio przy zakupie wina zostałem poproszony o dowód… damn… 31 lat i ktoś prosi mnie o dowód… Podobno wyglądam na 26, ale by mniej niż 18? Pan zdecydowanie powinien odwiedzić okulistę. Chyba, że… fuck… może, to był podryw? Głupi ja nie zostawiłem numeru telefonu do siebie. (więcej…)

Czytaj dalej

Czemu zbrzydło mi pisanie

Przy zapowiedzi poprzedniego wpisu na fb użyłem sformułowania, że szczerze jak za czasów bloga na Onecie. I faktycznie poprzedni wpis (tutaj) był tak szczery i od serca jak to tylko możliwe.

 

A skąd ten Onet?

Tam zacząłem swoją przygodę z blogowaniem i bardzo miło ją wspominam. W związku z tym, że najlepiej piszę mi się pod wpływem emocji, a emocji wtedy nie brakowało, to pisałem często. Zawsze mocno, dosadnie, z głębi siebie, autentycznie. Kiedyś bycie autentycznym charakteryzowało blogi. Bycie blogerem nie było powodem do wstydu, w sumie chyba nie było takiego pojęcia (więcej…)

Czytaj dalej

Dupy (mały) ból

Żyję wg bardzo prostych zasad. Jedną z nich jest nie wpierdalać się do cudzego życia. Nie interesuje mnie kto z kim sypia, kto co wyznaje, kto z kim mieszka, za jaką partię wskoczył by w ogień. Oczywiście pod warunkiem, że to dobry człowiek i nikomu krzywdy nie robi, a żyjąc po swojemu, mając odmienne zdanie, zdecydowanie nikogo nie krzywdzi. Dzięki, temu żyje mi się spokojnie, nie wkurwiam się co krok i mam sporo czasu by żyć swoim życiem ;)

Są jednak sytuacje, które przyprawiają mnie o delikatniusi, tyci tyciuni ból dupska! Mam tu na myśli osoby oderwane od rzeczywistości, żyjące w swoim odrealnionym świecie. Cieszę się ich szczęściem, gratuluję, że doszły do tego ciężką pracą, fartem lub majątkiem rodziców… chuja, tego ostatniego akurat nie gratuluję (to też mnie wkurwia). (więcej…)

Czytaj dalej

Droga do zawodowego sukcesu

Życie jest tak skonstruowane, że nie ma jednego słusznego wyboru, nie ma też pewności co do przyszłych efektów. Często trzeba na nie czekać kilka lat. Jednym z takich wyborów jest wybór drogi naszej kariery. Zaczynamy jako maturzysta, który musi wybrać studia determinujące resztę naszego życia. Wyboru dokonujemy zaraz na początku swojej „dorosłości”, gdy w głowie już coś jest, ale ilość doświadczeń nie daje zbyt wielkiego pola do popisu. Nie znamy swoich mocnych i słabych stron. Nie wiemy w czym się odnajdziemy oraz co lubimy robić, a czego wolelibyśmy unikać. W sumie to nawet uważamy, ze każda praca, to zło konieczne ;) Wpaja się nam takie przekonanie i Ci, którzy się za mało starali, nie mieli szczęścia lub się poddali utwierdzają nas, że praca ma męczyć. Nie tędy droga!
(więcej…)

Czytaj dalej